Tag: due diligence

  • Kolejne pakiety deregulacyjne z Ministerstwa Sprawiedliwości – anonimowość przeglądania ksiąg wieczystych pod znakiem zapytania

    Kolejne pakiety deregulacyjne z Ministerstwa Sprawiedliwości – anonimowość przeglądania ksiąg wieczystych pod znakiem zapytania

    Fundamentalne zmiany w systemie Elektronicznych Ksiąg Wieczystych

    8 października 2025 roku na stronie Rządowego Centrum Legislacji opublikowano projekt ustawy o zmianie ustawy o księgach wieczystych i hipotece. Opublikowany projekt stanowi kolejną z propozycji Ministerstwa Sprawiedliwości w ramach pakietu deregulacyjnego. We wskazanym wyżej projekcie zaproponowano fundamentalną zmianę w zakresie swobody przeglądania treści ksiąg wieczystych za pośrednictwem systemu Elektronicznych Ksiąg Wieczystych. Do tej pory w celu sprawdzenia stanu prawnego dowolnej nieruchomości położonej w Polsce wystarczyła znajomość numeru księgi wieczystej. Po wprowadzeniu projektowanych zmian każdy wgląd do treści księgi wieczystej będzie wymagał dodatkowego uwierzytelnienia przez Krajowy Węzeł Identyfikacji Elektronicznej (np. Profil Zaufany lub bankowość elektroniczną). To zaś oznacza istotne ograniczenie w zakresie przeglądania treści ksiąg wieczystych.

    Przyczyny deregulacji

    Oficjalnym powodem podawanym przez Ministerstwo jest walka z komercyjnym, masowym pobieraniem danych (w tym danych osobowych) przez prywatne portale i wzmocnienie ochrony danych osobowych w tym zakresie. Proponowane przez MS rozwiązanie będzie miało potężne konsekwencje dla przedsiębiorców działających na rynku nieruchomości, branży windykacyjnej i procesów due diligence.

    Konsekwencje proponowanych zmian

    Wprawdzie proponowane ustawą zmiany są bezpośrednio wymierzone w działalność portali komercyjnych, które – w ocenie Ministerstwa – w sposób nieuprawniony kopiują i udostępniają dane pozyskiwane z portalu Elektronicznych Ksiąg Wieczystych, jednak konsekwencje płynące z wejścia w życie ustawy będą sięgały dużo dalej. Nie jest żadną nowością istnienie internetowych portali, które oferują wyszukiwanie numerów ksiąg wieczystych po adresie, numerze działki czy też danych dłużnika. Z takiej funkcjonalności korzystają liczne podmioty, w tym firmy windykacyjne oraz wierzyciele. Wejście w życie ustawy ma na celu ukrócenie tego procederu. Dodatkową przeszkodą będzie każdorazowe pozostawianie cyfrowego „śladu” – portal Elektronicznych Ksiąg Wieczystych będzie bowiem administratorem danych osobowych przetwarzanych w związku z przeglądaniem treści księgi wieczystej przez każdego użytkownika. Proponowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmiany wpłyną również na efektywność prowadzenia badań due diligence, które w przypadku większych transakcji opierają się dziś na masowej weryfikacji dziesiątek, a czasem setek ksiąg wieczystych. Konieczność każdorazowego logowania się za pośrednictwem Profilu Zaufanego lub bankowości elektronicznej w celu zweryfikowania treści księgi wieczystej znacząco spowolni ten proces. Dla procesów due diligence oznacza to zwiększenie kosztów, dłuższy czas badania i nowe ryzyka związane z ujawnieniem samego faktu zainteresowania daną nieruchomością.

    Udostępnianie informacji organom postępowania karnego

    Projekt ustawy przewiduje również uregulowanie kwestii możliwości udzielania przez Ministra Sprawiedliwości informacji o osobach wyszukujących daną księgę wieczystą właściwym organom i służbom. W ramach prowadzonych czynności śledczo-dochodzeniowych, prokuratura, sąd, policja lub inne organy ścigania po skierowaniu do Ministerstwa Sprawiedliwości stosownego wniosku, będą mogły uzyskać informacje na temat listy osób przeglądających określone księgi wieczyste.

    W jakim terminie przewidywane jest wejście w życie nowych przepisów?

    Jak wynika z informacji na stronie rządowej, przyjęcie projektu w jego finalnym kształcie przez Radę Ministrów planowane jest jeszcze w IV kwartale 2025 roku. Biorąc pod uwagę konieczność poddania projektu procesowi legislacyjnemu, potencjalne zmiany mogą wejść w życie już nawet z początkiem 2026 roku.

  • Audyt due diligence w procesie sprzedaży firmy

    Audyt due diligence to jeden z istotnych elementów każdego procesu sprzedaży firmy. W trakcie badania DD kupujący weryfikuje przede wszystkim stan finansowy, prawny i podatkowy przedsiębiorstwa. Z jednej strony chodzi o upewnienie się, czy kupowana firma odpowiada oczekiwaniom. Z drugiej strony, sprzedający uzyskuje okazję zaprezentowania swojej działalności od kuchni. Z perspektywy sprzedającego, to ostatni gwizdek by naprawić mankamenty i niedomagania oraz zrobić dobre wrażenie na kupującym.

    Na czym polega audyt due diligence?

    Kontynuując tematykę procesu sprzedaży firmy, przedmiotem dzisiejszego artykułu będzie audyt due diligence czyli proces weryfikowania podmiotu przeznaczonego do sprzedaży. Nazwa wzięła się z angielskiego określenia należytej staranności, której powinien dochować kupujący przed nabyciem czegokolwiek. Due diligence przyszło do polski z tradycji anglosaskiej wraz z zagranicznym kapitałem inwestującym w naszym kraju. Tego typu audyt stał się jednak szybko standardem we wszelkich transakcjach związanych z zakupem firmy w ruchu, jak i większych wartościowo aktywów (np. nieruchomości).

    Due diligence niemal zawsze przeprowadzane jest na zlecenie i koszt kupującego. Najczęściej audyt przeprowadzany jest w obszarze prawnym i finansowym. Due diligence może zostać jednak rozszerzone na aspekty techniczne (np. stan lokalu czy urządzeń) bądź środowiskowe (np. poziom wpływu przedsiębiorstwa na środowisko, stan emitowanych zanieszczyszeń itp.).

    Audyt opiera się przede wszystkim na systemie pytań audytorów i odpowiedzi badanego podmiotu. Audytorzy przygotowują rozbudowaną listę zagadnień oraz zapotrzebowania na informacje. Badana firma z reguły udziela odpowiedzi umieszczając skany odpowiednich dokumentów w specjalnej przestrzeni sieciowej tzw. VDR (virtual data room). W toku audytu mogą jednak także odbyć się wizyty na terenie firmy bądź weryfikacja odpowiedzi w publicznie dostępnych źródłach (w rejestrach, czy internecie).

    Znaczenie due diligence dla stron transakcji

    Z perspektywy kupującego audyt DD ma na celu potwierdzenie, że firma, którą planuje kupić spełnia jego oczekiwania i założenia. Pamiętajmy, że due diligence jest przeprowadzane po wstępnej ofercie kupującego, w której zaproponowane są już warunki finansowe transakcji. Oferując określoną cenę, kupujący miał pewne wyobrażenie co do rentowności kupowanego biznesu, poziomu jego obciążeń czy praktyk korporacyjnych. Audyt służy potwierdzeniu, że założenia te są prawidłowe, a cena zaproponowana za biznes jest zgodna z wyobrażeniami kupującego na jego temat.

    Wbrew pozorom, audyt due diligence ma również wartość dla sprzedającego. Po pierwsze, z założenia, okoliczności ujawnione w trakcie badania nie mogę być przedmiotem roszczeń kupującego. Ponadto przeprowadzenie audytu daje sprzedającym szanse do wyprostowania ewentualnych nieprawidłowości, które zostały zidentyfikowane. Jednocześnie, z perspektywy organizacyjnej, sprawne przygotowywanie materiałów pod due diligence dla kupującego jest znakiem pewnego poziomu kultury organizacyjnej, który pozytywnie wpływa na relacje z kupującym.

    Współpraca z audytorami due diligence

    Współpraca z osobami przeprowadzającymi audyt na pierwszy rzut oka może wydawać się trudnym zadaniem. Zadawane pytanie nie zawsze są oczywiste, szczególnie dla osób, które wcześniej nie miały do czynienia z takim projektem. Niemniej jednak, stosując się do pewnych zasad można ułatwić sobie przejście przez audyt suchą stopą.

    Przede wszystkim, po otrzymaniu listy pytań i wstępnym zapoznaniu się z nią warto zorganizować spotkanie lub telekonferencję z audytorami, żeby wyjaśnić wątpliwości co do pytań. Często szybciej jest kwestie wątpliwe omówić, niż poświęcać czas na zgadywanie i udzielanie odpowiedzi uzupełniających. Może się też okazać, że niektóre pytań są niedostosowane do naszej branży, a przez to nieaktualne.

    Ułatwieniem dla procesu due diligence będzie również zaangażowanie w niego osoby, która ma już jakieś doświadczenie w tego typu postępowaniach. Udział doradcy transakcyjnego albo prawnika M&A także pozwala na łatwiejsze koordynowanie prac i skuteczniejsze namierzanie dokumentów oraz informacji, których audytorzy oczekują.

  • Nabycie udziałów w dobrej wierze?

    Nabycie udziałów w spółce z o.o. bardzo często wiąże się z przepływem dużego kapitału. Zrozumiałym jest, że sprzedaż całego organizmu gospodarczego wyposażonego w aktywa, z wyrobioną pozycją rynkową i klientelą będzie transakcją o sporej wartości. Biorąc pod uwagę pieniądze, jakie są zaangażowane w taki proces, warto w szczególny sposób upewnić się, czy podmiot, który oferuje nam udziały, faktycznie ma prawo do ich sprzedaży.

    W ostatnim wpisie pochyliłem się nad oświadczeniami i zapewnieniami, próbując opisać jakie mają one znaczenie dla kupującego i dlaczego wprowadzanie ich do treści umowy sprzedaży jest takie istotne. We wpisie tym napisałem, że z mocy samych przepisów zbywca udziałów odpowiada za wadliwość udziałów, a nie za wadliwości spółki jako takiej. W dzisiejszym wpisie chciałbym trochę więcej miejsca poświęcić właśnie wadliwości udziałów.

    Dlaczego ewentualna wadliwość udziałów jest taką istotną sprawą przy ich sprzedaży? Przede wszystkim dlatego, że w polskim systemie prawnym nie istnieje możliwość nabycia udziałów w dobrej wierze od nieuprawnionego. Brak takiej ochrony jest specyficzny dla obrotu dobrami niematerialnymi (takimi, jak udziały), albowiem przy sprzedaży rzeczy (ruchomości i nieruchomości) – prawo staje w obronie kupującego. Przykładowo, możliwe jest prawnie skuteczne nabycie samochodu od osoby, która nie jest jej właścicielem, pod warunkiem że samochód zostanie nam fizycznie wydany oraz, że działamy w dobrej wierze tj. nie mamy uzasadnionych podejrzeń wobec sprzedającego. Ochrona ta działa nawet wobec rzeczy, które zostały zgubione lub skradzione – wtedy jednak nabycie prawa do samochodu następuje po upływie trzech lat od jego utraty przez rzeczywistego właściciela. Podobna instytucja funkcjonuje przy nieruchomościach i nosi skomplikowane miano rękojmi wiary publicznej ksiąg wieczystych. Rękojmia, w uproszczeniu, polega na tym, iż nabycie w dobrej wierze nieruchomości od osoby wpisanej do księgi wieczystej jako właściciel jest prawnie skuteczne nawet, gdyby się okazało, iż osoba ta w rzeczywistości nie była właścicielem.

    road-sign-63983_1920

    Opisane wyżej instytucje ochrony nabywcy w dobrej wierze skutkują tym, że przy obrocie rzeczami (ruchomościami i nieruchomościami) zwykle nie ma potrzeby aż tak wnikliwej analizy tytułu prawnego sprzedawcy do rzeczy, którą zamierza on sprzedać. Prawo gwarantuje nam na tyle dużą ochronę, iż często wystarczy poprzestanie na weryfikacji księgi wieczystej – w przypadku nieruchomości, dowodu rejestracyjnego – w przypadku samochodu, bądź innych standardowych dokumentów dołączanych do danej rzeczy. Niemniej jednak, w przypadku handlu udziałami w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, żadne z powyższych rozwiązań nie funkcjonuje. Nie jest możliwe nabycie udziałów w dobrej wierze od osoby nieuprawnionej. Nie funkcjonuje również żaden rejestr, którego treść chroniłaby nas przed sporami o tytuł prawny do udziałów. Przede wszystkim nie można działać w zaufaniu do wpisów w Krajowym Rejestrze Sądowym ani w księdze udziałów. Prawo nie zna bowiem instrumentów, które umożliwiałyby nabywcy skuteczne powoływanie się na treść tych dokumentów w razie sporów o tytuł prawny do udziałów. Wreszcie nie ma też możliwości nabycia udziałów przez zasiedzenie, więc upływ czasu „w spokoju” również nie daje nam pewności, co do prawidłowości dokonanego zakupu.

    Jak więc możemy upewnić się, że planowane przez nabycie udziałów będzie ważne i prawnie skuteczne? Jedynym sposobem jest skrupulatne i metodyczne prześledzenie historii udziałów od ich powstania do obecnego właściciela. Badanie powinno rozpocząć się od objęcia udziałów (przy zawiązywaniu spółki jak i przy każdym kolejnym podwyższeniu kapitału zakładowego) i obejmować okres aż do obecnego ich „właściciela” (a przynajmniej osoby, która za właściciela się podaje). W tym celu posiłkować się należy zarówno dokumentami udostępnionymi przez sprzedającego i samą spółkę, jak i dokumentami zgromadzonymi w KRS. Należy mieć świadomość, iż jakakolwiek „dziura” w łańcuchu umów i czynności dotyczących udziałów może negatywnie rzutować na ich nabycie w ramach rozważanej transakcji. Biorąc pod uwagę mnogość przyczyn, które mogą skutkować nieważnością któregokolwiek z zawartych po drodze kontraktów na udziałach – warto rozważyć zlecenie takiego badania specjalistom w ramach audytu due diligence.

  • List ujawniający – disclosure letter

    List ujawniający (ang. disclosure letter) to dokument, który obok raportu sporządzonego z audytu due diligence, stanowi drugie źródło wiedzy o stanie firmy. O due diligence tj. audycie firmy wystawionej na sprzedaż celem ustalenia czynników mogących wpłynąć na jej wartość (najczęściej różnych nieprawidłowości) mogliście poczytać tutaj . Dzisiaj chciałbym skupić się właśnie na liście ujawniającym.

    W pierwszej kolejności pozwolę sobie wyjaśnić skąd list ujawniający się bierze i jakie ma miejsce w procesie transakcyjnym. Sprzedaż firmy (czy to poprzez obrót udziałami/akcjami w spółce czy sprzedaż przedsiębiorstwa) jest wbrew pozorom bardzo podobna do sprzedaży używanego samochodu. Obie strony transakcji wiedzą, że „towar” ma już swoje lata i na pewno znajdą się w nim pewne usterki. Dla kupującego, używana firma jest całkowitą zagadką. Dlatego kupujący zleca przeprowadzenie audytu due diligence, aby dowiedzieć się, co właściwie kupuje. Wracając do naszego porównania, audyt due diligence możemy potraktować jako wizytę na stacji kontroli pojazdów lub u mechanikę przez kupnem pojazdu. Z drugiej strony, sprzedający zdaje sobie sprawę, że nie może przesadnie lukrować sprzedawanego „towaru”. Po pierwsze, tego typu nieszczerość zdyskredytuje go na rynku. Po drugie, koszty związane z naprawianiem szkody ujawnionej po sprzedaży mogą być dla sprzedającego dużo bardziej dotkliwe, niż upust cenowy, który dałby przyznając się uczciwie do pewnych nieprawidłowości. List ujawniający to coś na kształt wspólnego zaglądania pod maskę sprzedawanej firmy.

    automotive-3052297_1920

    Z perspektywy standardów transakcji sprzedaży firmy, list ujawniający jest kontrą dla oświadczeń i zapewnień, których kupujący oczekuje od sprzedającego. Pamiętajmy, że kupujący nie zna dokładnie stanu firmy i dlatego żąda od sprzedającego, aby ten w umowie sprzedaży „obiecał mu”, że firma ma takie, a nie inne cechy. Oświadczenia sprzedającego mogą dotyczyć przeróżnych kwestii – od tego, że prawidłowo uiszczane są podatki aż po stosowanie się do wszelkich wymogów środowiskowych (temat oświadczeń i zapewnień nadaje się spokojnie na osobny wpis na blogu). List ujawniający będzie listą wszystkich „ale”, które sprzedający będzie chciał zastrzec w umowie. Odnosząc się do poprzednich przykładów – w liście ujawniającym może znaleźć się informacja o tym, że urząd skarbowy toczy przeciwko spółce postępowanie o zaległy podatek dochodowy albo że regionalny dyrektor ochrony środowiska zidentyfikował nielegalny zrzut odpadów. Każda taka informacja jest argumentem dla kupującego, aby obniżyć cenę. Niemniej jednocześnie, informacje przedstawione w liście ujawniającym zwalniają sprzedającego z odpowiedzialności za wady (przynajmniej w standardowych umowach sprzedaży), w myśl zasady, iż kupujący wiedział, co kupuje.

    Wydawałoby się, że w interesie sprzedającego będzie sporządzenie możliwie najszerszego listu ujawniającego. Praktyka pokazuje jednak, że nie zawsze tak jest. Musimy bowiem pamiętać, że nie każda nieprawidłowość od razu i ze 100% pewnością przekłada się na konsekwencje finansowe. Wiele kwestii rodzi ryzyko powstania negatywnych skutków w przyszłości (np. w postaci grzywny, kar administracyjnych, domiaru podatku, odsetek itp.), które nie wiadomo czy się ziszczą. Polskie prawo jest niezwykle skomplikowane i często dopiero na koniec postępowania sądowego/administracyjnego dowiemy się, czy ryzyko było rzeczywiste czy też nie. No i tutaj pojawia się istotne pytanie – ujawniać czy nie? Każde ujawnienie prowadzić będzie do upustu w cenie, ale z drugiej strony – czy upust będzie adekwatny do możliwych konsekwencji finansowych? Przed podobnym dylematem stoi kupujący, który odkrył pewną nieprawidłowość na etapie due diligence, przy czym musi on pamiętać, że dyskonto na cenie uzyskuje się już przy sprzedaży, a dochodzenie ewentualnej odpowiedzialności od sprzedającego w przyszłości zawsze obarczone jest ryzykiem tego, że nie będziemy mieli czego i od kogo ściągać. Dlatego sporządzanie listu ujawniającego nie jest sprawą łatwą i oczywistą, wymaga przemyślenia wielu aspektów oraz analizy całego otoczenia transakcyjnego i to zarówno przez sprzedającego, jak i przez kupującego (oraz ich doradców – rzecz jasna).

    Ciekaw jestem Waszych doświadczeń z listem ujawniającym i zachęcam do komentowania.

  • Jak współpracować z audytorami due diligence?

    W ostatnim wpisie w ogólny sposób starałem się wyjaśnić na czym polega audyt due diligence i czemu on służy. Ponieważ wyniki raportu due diligence są w dużej mierze zależne od tego, jakie informacje zostaną przekazane audytorom – dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić temu, jak modelowo powinna przebiegać współpraca pomiędzy pracownikami audytowanej firmy a audytorami.

    Pisząc dzisiejszy artykuł, muszę niestety zacząć od wskazania problemu, który w naturalny sposób utrudniał będzie współpracę audytorów z kadrą podmiotu audytowanego. Zdaję sobie sprawę z tego, iż często między tymi osobami istnieje konflikt interesów. Audytorzy chcieliby bowiem dotrzeć do wszelkich problemów, z którymi boryka się spółka, aby ujawnić je na możliwie najwcześniejszym etapie, natomiast pracownikom (co jest oczywiste) nie będzie zależało na przyznawaniu się do własnych potknięć. Nie chciałbym wnikać w szczegóły tej relacji, gdyż brak tutaj miejsca na to, niemniej muszę przestrzec przed machinalnym stawianiem pracowników spółki audytowanej w opozycji do audytorów. Przede wszystkim należy pamiętać, że błędy ukryte na etapie audytu najprawdopodobniej ujawnią się po transakcji, co skieruje nowego właściciela firmy w stronę osób odpowiedzialnych. Nie powinno się także zapominać o tym, że wiele spraw ujawnionych odpowiednio wcześnie może zostać w jakiś sposób wyprostowane.

    Mając powyższe zastrzeżenie już za sobą, przejdźmy do meritum. Kontakt audytorów z pracownikami audytowanej spółki zwykle zaczyna się od przesłania spółce ankiety. Celem ankiety jest określenie zestawu dokumentów, z którym audytorzy chcieliby się zapoznać. Ankieta najczęściej będzie miała postać listy pytań do spółki lub wykazu dokumentów. Pierwsze problemy na linii audytor-pracownik mogą pojawić się właśnie w związku z niezrozumieniem tejże ankiety. Pracownicy (i trudno ich za to winić) nierzadko mogą mieć problem z rozszyfrowaniem tego, jakie konkretnie dokumenty kryją się pod poszczególnymi pozycjami ankiety. Należy bowiem pamiętać, że audytorzy sporządzając ankietę nie znają jeszcze audytowanego przedsiębiorstwa. W związku z tym, zwykle starają się sporządzać pytania w możliwie najszerszy sposób. Efektem tego jest albo ankieta, która liczy kilkadziesiąt stron, albo pozycje opisane w bardzo ogólnikowy sposób. Z doświadczenia wiem, że najlepszym sposobem na rozstrzyganie tego typu problemów jest bezpośredni kontakt pracownika z audytorem. Krótka rozmowa telefoniczna najczęściej pozwala bardzo szybko określić jakich dokumentów audytor oczekuje. Wola współpracy ułatwia życie wszystkim: audytorzy szybciej będą mogli sporządzić raport, a pracownicy będą mieli znacznie mniej pytań uzupełniających do wyjaśnienia.

    agreement-business-businessman-872957

    Nieważne jak precyzyjnie sporządzona zostanie lista dokumentów i jak skrupulatnie dokumenty te zostaną przygotowane – bardzo często audytorzy i tak będą mieli pytania uzupełniające. Zwykle po wstępnej analizie dokumentacji pojawiają się wątki, które audytorzy chcieliby bardziej zgłębić. Wśród dokumentów badanych przez audytorów mogą również wystąpić wzmianki o innych dokumentach, które nie zostały dotychczas udostępnione. W przypadku tego typu pytań, pracownicy są już w stanie określić szczególny obszar zainteresowania audytorów. Dlatego mogą zdecydowanie przyśpieszyć przebieg due diligence, udostępniając audytorom od razu cały pakiet dokumentów dotyczący danego wątku. Należy pamiętać, że żmudne dochodzenie do meritum przy opornej współpracy firmy audytowanej może doprowadzić do tego, że audytorzy w raporcie wskażą  braki dokumentacyjne i ryzyka, których w rzeczywistości nie ma, chociaż niekompletność udostępnionych informacji będzie na to wskazywać. Warto zdawać sobie sprawę, że due diligence nie może trwać wiecznie i ciągłe uzupełnianie dokumentacji nie jest po prostu możliwe. Dlatego tak ważne jest sprawne kompletowanie akt firmy już na wstępnych etapach procesu.

    Ostatni etap współpracy audytorów i badanej spółki może mieć miejsce już po zakończeniu due diligence. Nierzadko badanie due diligence może ujawnić pewne ryzyka i zagrożenia, które są możliwe do wyeliminowania jeszcze przed zamknięciem transakcji. W takich przypadkach kupujący może zdecydować się na ujawnienie tych problemów sprzedającemu celem odniesienia się do nich i przedstawienia sposobu ich rozwiązania. Co więcej, usunięcie takich problemów może okazać się warunkiem dla zamknięcia transakcji. Na tym etapie osobami upoważnionymi do wyjaśnienia problematycznych kwestii z pracownikami audytowanej firmy często będą właśnie audytorzy – jako osoby posiadające najszerszą wiedzę na temat zauważonych problemów. W tym stadium procesu transakcyjnego warto skupić się na merytorycznej pracy nad rozwiązaniem problemu, a nie na poszukiwaniu winnego nieprawidłowości. Kupujący ustalił już błąd, można rzecz  – mleko się rozlało i najważniejsze jest posprzątanie. Przy takich rozmowach często bezcenne jest przedstawienie dotychczasowej praktyki firmy w radzeniu sobie z tego typu problemami.

    Mam nadzieję, że powyższe rady i pomysły ułatwią współpracę kadry firmy audytowanej z audytorami i uczynią wzajemne relacje nieco bardziej przyjaznymi. Jakie są Wasze spostrzeżenia jako badanych albo badających? Co szczególnie dało się Wam we znaki w toku due diligence? Zachęcam do dzielenia się w komentarzach.

  • Due Diligence – czym jest i czemu służy?

    Każdy, kto kiedykolwiek będzie miał styczność z procesem sprzedaży działalności gospodarczej (czy to poprzez sprzedaż spółki, czy też przedsiębiorstwa) prędzej czy później spotka się z procesem due diligence. Aby trochę poskromić nieznane i ułatwić wszystkim uczestnikom procesu transakcyjnego zrozumienie istoty due diligence, postaram się w dzisiejszym wpisie przynajmniej w ogólny sposób wyjaśnić Wam na czym zagadnienie to polega. Na szczegóły przyjdzie jeszcze pora.

    Due Diligence z języka angielskiego oznacza dosłownie należytą staranność. Niemniej w języku biznesu pojęcie stosuje się do oznaczenia procesu i rezultatu badania dotyczącego stanu przedmiotu zamierzonej transakcji. Przykładowo, gdy przedmiotem transakcji będzie sprzedaż spółki, due diligence polegać będzie na weryfikacji stanu tejże spółki. Skąd więc taka nazwa? Otóż pojęcie należytej staranności w praktyce anglosaskiej wywodzi się z obowiązku kupującego do skrupulatnej weryfikacji nabywanego przedmiotu. Prawo anglosaskie wyznaje zasadę „niech kupiec się strzeże” (z łac. caveat emptor), zgodnie z którą to kupujący powinien przyłożyć się do tego, aby wszelkie nieprawidłowości sprzedawanej rzeczy wykryć na własną rękę i to możliwie najszybciej. Sprzedawcy nie wolno natomiast świadomie i celowo ukrywać defektów towaru. Stąd proces weryfikacji przedmiotu transakcji przez kupującego – polegający na dochowaniu należytej staranności w ujawnieniu wszelkich mankamentów towaru nazwano po krótce due diligence.

    application-blur-business-270238

    Badanie due diligence może być przeprowadzane z różnych perspektyw. W szczególności możemy wyróżnić due diligence:

    1. Prawne – służące ustaleniu stanu prawnego spółki, a w szczególności zagrożeń w związku z zobowiązaniami, które mogą na spółce ciążyć;
    2. Finansowe – służące ustaleniu prawidłowości stanu finansów w spółce, a także weryfikacji prowadzonej polityki rachunkowej;
    3. Biznesowe – służące ustaleniu uwarunkowań biznesowych działalności oraz perspektyw i zagrożeń rynkowych;
    4. Podatkowe – służące ustaleniu prawidłowości rozliczania obciążeń publicznoprawnych przez spółkę (podatków, składek na ubezpieczenia społeczne itp.);
    5. Techniczne – służące ustaleniu stanu technicznego majątku spółki;
    6. Środowiskowe – służące ustaleniu w jakim stopniu spółka wywiązuje się z ustawowych obowiązków dotyczących ochrony środowiska (korzystania z zasobów środowiska, wytwarzania i przetwarzania odpadów itp.).

    Rzecz jasna powyższy katalog nie jest wyczerpujący. Na każdym polu, na którym możemy dostrzec zagadnienia istotnie wpływające na sytuacje spółki (czyt. rodzące zagrożenia finansowe dla spółki) może zostać przeprowadzone due diligence.

    Badanie due diligence najczęściej przeprowadzane jest na zlecenie i koszt kupującego. Rolą sprzedającego jest natomiast zapewnienie kupującemu dostępu do informacji, które są konieczne dla przeprowadzenia badania. Z uwagi na to, że przeprowadzenie badania wymaga specjalistycznej wiedzy z różnych dziedzin, badania due diligence kupujący nie przeprowadza samodzielnie (swoimi siłami) tylko zwykle zleca to wyspecjalizowanym firmom. Prawne due diligence przeprowadzają z reguły kancelarie prawne, finansowym zajmują się najczęściej firmy audytorskie, a techniczne przeprowadzane jest przez wyspecjalizowane podmioty branżowe, na ogół posiadające uprawnienia rzeczoznawcy majątkowego. Tego typu audytorzy zweryfikują dokumenty badanej spółki, przeprowadzą rozmowy z jej pracownikami, a wreszcie mogą również przeprowadzić wizję w terenie (co jest szczególnie istotne przy badaniu technicznym).

    Jakie jest Wasze doświadczenie z badaniami due diligence? Czy Waszym zdanie proces ten jest zbędną i kosztowną stratą czasu, czy też może przynieść realne korzyści dla obu stron transakcji sprzedaży?