Tag: SPA

  • Formuła cenowa

    Sprzedaż spółki zawsze jest transakcją na żywym organizmie. Jej cechą charakterystyczną jest to, że stan spółki na dzień transakcji będzie odbiegał od sytuacji spółki w dniu jej audytowania. Nie jest bowiem technicznie możliwe zbadanie całego stanu spółki w tym samym dniu, w którym podpisana zostanie umowa sprzedaży. Kwestia ta jest szczególnie odczuwalna w odniesieniu do stanu finansowego spółki, który zwykle można ustalić dopiero po jakimś czasie. Jak więc radzi sobie z tym problemem praktyka transakcyjna?

    Ponieważ kupujący muszą pogodzić się z faktem, że sytuacja finansowa spółki na dzień transakcji nigdy nie będzie możliwa do ustalenia z góry, ze 100% pewnością, w umowie sprzedaży warto zastosować formułę cenową umożliwiającą korektę ceny w zależności od tego, jak ukształtuje się stan finansowy spółki na dzień sprzedaży. Dobra formuła cenowa powinna możliwie dalece równoważyć interesy sprzedającego i kupującego, redukując pokusę do wzajemnych nadużyć.

    Pierwszym krokiem w celu ustalenia formuły cenowej jest określenie pewnego minimalnego poziomu środków pieniężnych, którymi spółka powinna dysponować w dniu sprzedaży. Ta norma odniesienia wyznaczy nam poziom bazowy. Poziom odniesienia zwykle określa się poprzez wskazanie kwoty środków finansowych, która umożliwia obsłużenie bieżących i normalnych zobowiązań finansowych spółki w określonym, najczęściej krótkim czasie. Wyznaczenie tej normy służy przede wszystkim temu, aby po zakupie spółki nie wystąpiły natychmiastowe zatory płatnicze wymagające dodatkowego finansowania ze strony właściciela. Formuła cenowa zapewniać będzie korektę ceny w zależności od odchylenia w stosunku do normy odniesienia. Jeżeli poziom środków finansowych w spółce będzie niższy niż zakładany poziom bazowy – cena ulegnie obniżeniu. Odwrotnie, jeżeli sytuacja finansowa będzie lepsza niż wyznaczona norma odniesienia – kwota ceny ulegnie podwyższeniu.

    Warto jednak pamiętać o tym, że na sytuację finansową spółki nie składają się tylko płynne środki finansowe (takie jak gotówka), ale w równie istotnym zakresie kształtują ją zobowiązania spółki. Skonfrontowanie tych dwóch aspektów zdecydowanie komplikuje opracowanie uniwersalnej formuły cenowej. Rozwiązań jest wiele i zależą one przede wszystkim od tego, jakie znaczenie mają dla stron transakcji odchylenia w zobowiązaniach i kto ma ponosić ryzyko nieoczekiwanego wystąpienia zobowiązań handlowych. Jednym z rozwiązań jest korygowanie ceny w zależności od zmian poziomu kapitału własnego spółki pomiędzy dniem sporządzania pierwotnej wyceny, a dniem zakupu. Innym rozwiązaniem jest dokonywanie korekty jedynie poprzez porównanie stanu wierzytelności pieniężnych, środków pieniężnych i zobowiązań pieniężnych z dnia wyceny i dnia sprzedaży. W jeszcze innym wariancie spośród zobowiązań bierzemy pod uwagę jedynie zobowiązania finansowe (z tytułu kredytów i pożyczek), natomiast wahania na zobowiązaniach handlowych nie wpływają bezpośrednio na cenę, a stanowić mogą ewentualną podstawę do kierowania roszczeń z uwagi na wadliwość spółki (szerzej o takich roszczeniach pisałem tutaj).

    mathematics-1509559_1920

    Niezależnie od tego, jakie zasady korekty ceny przyjmiemy – łatwo można zauważyć, że korekta zawsze opiera się na porównaniu danych z dnia wyceny z danymi na dzień sprzedaży. Jak pisałem we wstępie, ustalenie stanu spółki na dany dzień w praktyce nie jest możliwe tego samego dnia i zawsze następuje jakiś czas później. Przykładowo, zweryfikowanie stanu finansowego spółki na 1 października będzie mogło mieć miejsce najwcześniej 2 października, a zwykle z przyczyn technicznych i w kilka tygodni później. W związku z tym, ponieważ ustalenie stanu spółki koniecznego dla przeprowadzenia korekty ceny będzie miało miejsce już po przejściu praw udziałowych, czynności te będzie wykonywała spółka z nowym właścicielem i najczęściej nowym zarządem. Konsekwencji takie chronologii zdarzeń jest kilka. Po pierwsze, sprzedający może mieć obawy co do jakości i rzetelności weryfikacji dokonywanej na zlecenie kupującego. Rozwiązaniem tego problemu jest uregulowanie w umowie sprzedaży praw udziałowych trybu podważania prawidłowości dokonanej wyceny oraz zasad zlecenia rozjemczej wyceny niezależnemu audytorowi. Drugim problemem jest kwestia egzekwowania ewentualnych rozliczeń między kupującym a sprzedającym. W przypadku bowiem zaistnienia konieczności modyfikacji ceny – formuła cenowa wymusi przepływ pieniężny pomiędzy kupującym i sprzedającym (w jedną lub druga stronę). Rozwiązaniem problemu dochodzenia takich należności może być z kolei skorzystanie z rachunku powierniczego (tzw. escrow), na którym kupujący zdeponuje odpowiednią sumę pieniędzy. W zależności od efektów wyceny bank przeleje środki na rachunek sprzedającego tytułem uzupełnienia ceny lub zwróci odpowiednia kwotę kupującemu.

    Jak widać kwestia ceny w transakcjach sprzedaży spółek bardzo często nie jest prostym elementem. Nierzadko formuła cenowa zajmuje obszerne akapity i obejmuje złożone procedury mające na celu zabezpieczenie kupującego przed ryzykiem zmiany wartości spółki w okresie pomiędzy dniem wyceny a dniem sprzedaży. Decydując się na tego typu postanowienia należy poważnie zastanowić się nad skutkiem, który chcemy osiągnąć, praktycznymi implikacjami planowanego rozwiązania oraz kosztami jego wdrożenia i zabezpieczenia.

  • Oświadczenia i zapewnienia

    W dzisiejszych czasach przy każdej większej transakcji sprzedaży spółki natknąć się możemy na obszerną sekcję: oświadczenia i zapewniania (z ang. representations and warranties). Ta wywodząca się z praktyki anglosaskiej klauzula bardzo często zajmuje istotną część umowy sprzedaży udziałów/akcji (z ang. Share Purchase Agreement lub skrótowo SPA). Nierzadko budzi ona też wiele emocji i stanowi kluczowy element negocjacji. Dlaczego jednak oświadczenia i zapewniania są tak ważne i skąd właściwie wzięło się takie rozwiązanie? O tym postaram się opowiedzieć w dzisiejszym wpisie.

    Oświadczenia i zapewnienia to pakiet oświadczeń składanych w umowie sprzedaży udziałów/akcji przez sprzedającego. Stanowią one swoistą deklarację sprzedającego odnośnie stanu sprzedawanej spółki. W skrócie można powiedzieć, że w ramach oświadczeń i zapewnień sprzedający „obiecuje” kupującemu, że ze spółką wszystko jest w porządku. Oświadczenia i zapewnienia mogą dotyczyć stanu finansowego spółki, prawidłowości w zatrudnieniu, stanu prawnego udziałów, braku zaległości podatkowych itp. Idea oświadczeń i zapewnień pochodzi z anglosaskiej praktyki common law. Korzystanie z pojęcia „oświadczeń i zapewnień” jest właściwie kalką językową z obcego porządku prawnego, w którym rozróżnienie dwóch rodzajów „obietnic” miało większy sens. Praktyka rynkowa wymusiła posługiwanie się zbliżoną terminologią, co w Stanach lub Anglii, jednak z powodzeniem można by używać samego określenia „zapewnienie”.

    shaking-hands-3091906_1920

    Po co jednak wprowadzać taki katalog oświadczeń i zapewnień i czemu nie praktykuje się tego, gdy przedmiotem sprzedaży jest coś innego niż udziały/akcje w spółce? Jest kilka racjonalnych powodów takiego działania. Pierwszym i najważniejszym powodem jest fakt, iż o ile w ekonomicznym znaczeniu przedmiotem sprzedaży jest spółka, to w znaczeniu prawnym przedmiotem sprzedaży są udziały lub akcje w spółce. Skoro natomiast przedmiotem sprzedaży są udziały lub akcje w spółce, przepisy prawa zapewniają kupującemu ochronę jedynie przed wadliwością samych praw udziałowych. Innymi słowy, przepisy kodeksu cywilnego pozwalają kupującemu dochodzić od sprzedającego jedynie roszczeń związanych z samymi defektami udziałów lub akcji jako takich. Katalog takich defektów jest stosunkowo wąski i odnosi się raczej do przypadków, w których sprzedający okaże się nie być właścicielem praw udziałów bądź prawa te będą obciążone zastawem czy też zajęciem komorniczym. Natomiast wszystkie nieprawidłowości w samej spółce nie są objęte ochroną kodeksową. W związku z powyższym, przy braku instytucji oświadczeń i zapewnień, kupujący nie może podnieść wobec sprzedającego zarzutów dotyczących przestępstw popełnianych w ramach spółki, fikcyjnego zatrudnienia w spółce, nieoczekiwanego poziomu zadłużenia, szkód wyrządzonych w środowisku, czy podważanych tytułów prawnych do nieruchomości. Wszystkich tych nieprawidłowości rozwiązanie kodeksowe w ogóle nie obejmuje.

    Ponieważ kupujący zwykle płacą ciężkie pieniądze za nabywane spółki, opisany wyżej stan braku ochrony prawnej jest wysoce niesatysfakcjonujący. Pamiętajmy bowiem, że zakup spółki jest wbrew pozorom bardzo podobna do zakupu używanego samochodu. Kupujący nigdy w 100% nie ustali stanu nabywanego towaru i bardzo często jedyne, co mu pozostaje, to polegać na obietnicach sprzedającego i własnym, mniej lub bardziej potwierdzonym przeczuciu. Stąd umowa sprzedaży udziałów/akcji obejmuje cały szereg oświadczeń i zapewnień sprzedającego odnoszących się do stanu samej spółki. Takie rozwiązanie powoduje, że na zasadach umownych (a nie kodeksowych) sprzedający przyjmuje na siebie odpowiedzialność za nieprawidłowości w danej spółce i zobowiązuje się zapłacić kupującemu odszkodowanie, gdyby któraś z jego obietnic okazała się nieprawdziwa. Praktyka transakcyjna poszła w tym kierunku, że płatność takiego „odszkodowania” następuje do rąk kupującego (wszak to on kupił wadliwy towar, a więc w praktyce przepłacił), a nie do spółki, pomimo iż de facto to majątek spółki ucierpiał.

    Mam nadzieję, że udało mi się przynajmniej trochę oswoić oświadczenia i zapewnienia. Myślę, że zrozumienie sytuacji prawnej kupującego pozwoli podejść do tejże instytucji w nieco inny sposób. W praktyce oświadczenia i zapewniania służą wprowadzeniu równowagi transakcyjnej. Nikt bowiem nie chce kupować kota w worku – szczególnie bardzo kosztownego.